2012-02-28 23:57:25 >>
Mhm, tak. dokładnie.
Cześć, jestem Andżelika. Jestem ładna, umiem rysować i ładnie śpiewam. Nigdy nic nie osiągnę, bo jestem paskudnym leniem, nie mam ambicji, a moja motywacja sięgnęła dna już dawno temu. Od dłuższego czasu nie rozwijam się intelektualnie, więc jestem coraz głupsza i coraz mniej się rozumiem. Poza tym, to mam siebie dość i idę się zabić. Bla, bla, bla.
PS. Nie, nie zabiję się, bo jestem leniwa i brak mi motywacji, co jest głównym powodem mojej chęci umarcia!
bla, bla, bla...
ale jestem nudna!
***
z dziką chęcią przypieprzyłabym głową w mur, byle by był wytrzymały i z litego betonu. czy jakoś tak się mówi. pytanie tylko jedno się nasuwa... czy ta głowa aby na pewno należałaby do mnie?
boli mnie twoje podejście do życia Angie, tak nie powinno być.
cicho, nie chcę cię słuchać.
powinnaś przemyśleć swoje postępowanie, kto to widział, żebyś miała zachowywać się w ten sposób, moja ty słodka oazo spokoju?
zamknij się, ostrzegam cię.
spójrz w lustro, ślicznie ci w tej pomadce, no już, uśmiechnij się, pięknie się uśmiechasz skarbie.
kurwa....
nununu, a tititi..
mam dość. nie chcę być wiecznym więźniem na tej popierdolonej, zapiździałej granicy człowieczeństwa.
pytanie... z czym graniczy twoje człowieczeństwo, kotku?
chuj wie, i to mnie właśnie martwi. zdaję sobie sprawę i boję się kurewsko, że uwalniając się z mojego więzienia, które jest jednocześnie azylem, mogę zrobić sobie większą krzywdę niż zostając na moich pieprzonych, wypierdzianych poduchach strachu.
oj, Angie, twoje metafory jak zwykle są obrazowo wkurzające, olej to. żyj jak chcesz. głupia, będąc ciągle w niezgodzie ze sobą w końcu się pogrążysz i zginiesz. pochłonie cię to wszystko, pewnego dnia już nie wytrzymasz. ale to twoja sprawa, osobiście mam już to powyżej uszu.
chyba żartujesz, że teraz to ty bawisz się w "tą złą cząstkę duszy"?
jak tylko to nazwiesz, kochanie.
mhm... tak. tak, może tak być.
skomentuj (0)
2011-10-13 18:03:30 >>
BURN!
S w Łodzi, D w Kraku a ja w Rzeszy. tak powinno być od początku. nie powinnam się w ogóle z nikim wiązać.
i co z tego, że czuję żal do siebie? bo tęsknię, bo nie chcę być niczyja. ale nie chcę być też czyjaś. naładowałam się uczuciowością przez ostatni rok aż nadto.
Lulu stwierdziła, że bardzo dobrze, że się rozstajemy, przecież wytrzymać się ze mną nie dało. cały tydz ień jej nie ma a później jak już wróci z krakowa to siedzi u znajomych po czym w środku nocy przychodzi do domu i ryczy.
to było niesamowicie żałosne. a teraz po rozstaniu z D zapłakałam tylko raz i to bardziej nad niemocą z tym związaną, że go skrzywdziłam, a nie, że chcę jeszcze próbować. pomyślałam o tym, to prawda, ale byłoby to tylko oszukiwanie siebie na wzajem, bo robienie czegoś czego nie chcesz tylko po to by ktoś był szczęśliwy jest dobre tylko jeśli nie zobowiązuje cie to całkowicie duszą, ciałem emocjami i innymi takimi. nie chciałabym się obudzić za 5 lat i stwierdzić, że to wszystko to fikcja.
nie mam siły pisać, ale stwierdziłam, że cokolwiek się przyda by to udokumentować.
skomentuj (0)
2011-01-11 13:03:29 >>
Kurwa mać.
Wszystko jest popierdolone, a faceci to chuje.
łapię znieczulicę.
zaufanie to zabawna rzecz.
coraz mniej mi zależy na tym wszystkim. niech robi sobie co chce. niech sobie weźmie babę, skoro tak strasznie jej chciał wcześniej, przybił to związkiem, później mnie oszukał. co to ma być do kurwy nędzy?
coraz mniej mi zależy.
nawet nie jestem już w najmniejszym % zazdrosna. teraz myśląc o tym, przychodzą mi słowa: marność, żałość...
byłam naiwna i głupia, dlatego jest to tak żałosne.
nawet nie chce mi się nic z tym robić. niech się dzieje co się chce.
ale uczuć po tym wszystkim nie zamierzam w sobie pielęgnować.
to już jest obojętne. jak dla mnie może zrobić teraz co tylko chce.
kocham, dlatego ciągle z nim jestem, ale równie dobrze mogłabym z nim nie być.
to już nie jest tak jak wcześniej, że tak bardzo nie chciałam go stracić. przez ostatni czas świrowałam, byłam różowa w chuj, bo mi zależało. to zabawne, że jedno wydarzenie mogło obudzić na nowo stare głupoty i tak bardzo wpłynąć na postrzegany świat.
jebie mnie to.
skomentuj (0)
2010-12-27 20:40:27 >>
Koniec.
wydaje mi się to wręcz nierealne, niemożliwe. jak mogłam dopuścić do takiej sytuacji, jak mogłam aż tak tęsknić?!
mam dość siebie i życia i i i... jestem taka żałosna. ryczę i walę się po łbie jaka ja jestem głupia.
jak można dopuścić do tego, by kochać dwie osoby?! jak?!
i kiedy tak strasznie tęskniłam za S, myślałam tylko o tym, żeby znów go przytulić niedoceniając tego, co mam tak blisko.
dzisiaj sobie powiedzieliśmy już konkretne "dość". rozstaliśmy się. mówi, że będzie na mnie czekał, gdy uświadomię sobie, że bycie z S dalej nie ma sensu. o ile sobie to uświadomię. może wyjść przecież dobrze. mogę być szczęśliwa z S.
ale dlaczego muszę tracić przez to D?!
kurwa.
chuj.
głupia cipa!
chociaż RAZ mogłabym wiedzieć co się dzieje w moim sercu. poukładać to.
...nie potrafię...
pytam S jak widzi nasz związek. nie chce znowu widywać się raz, w porywach dwa razy w tygodniu tylko po to, żeby leżeć, spać, ew. sie bawić!
nie wytrzymam tego!
zadzwonił D. ryczeliśmy sobie w słuchawkę narzekając na głupi los.
już sama nie wiem czy chcę S, czy wolę D. już sama nie wiem. nie wiem. nie wiem!
nie chcę żyć. wolę umrzeć i dać szansę moim dwóm panom w odnalezieniu szczęścia.
D znajdzie sobie pocieszenie, jestem w stu procentach pewna. on nie ma takiego charakteru jak S, że całując pierwszy raz dziewczynkę powie jej, że nie może z nią być, bo kocha inną. D stwierdzi, że powie jaka jest sytuacja i że jak chce to niech się w to pakuje, ale musi mieć to na uwadze. każda dziewczyna wpakuje się w coś takiego wierząc, że to ona pozbawi ukochanego "demonów przeszłości".
nie mam nawet ochoty na muzykę.
coś we mnie umiera i nie do końca wiem co to jest...
dodatkowo nie mogę nawet przejść się na spacer by myśleć, bo mam zapalenie płuc. mam ochotę wyleźć i specjalnie zachorować jeszcze bardziej i wreszcie umrzeć. gdyby nie to, że kocham swoją rodzinę. chłopcy jakoś by sobie poradzili.
ech...
widzę coraz więcej wad w zwiazku ja-S. D otworzył mi oczy na to, jak powinno być w związku. że to nie tylko gapienie się na siebie i ciarki przy każdym dotyku. może to nawet się w ogóle nie liczy?
więc co ja robię?!
ale tak tęskniłam za S... jest taka poezja, nawet spiewana przez annę marię jopek i żebrowskiego. Mewa. Tęsknota.
czy wciąż ta sama jeszcze? nie wiem.
skomentuj (0)
2010-10-18 16:13:23 >>
Nic nowego
Ciągle to samo. kilka lepszych, kilka gorszych chwil.
"kłhól kałhol kupił kłhulowej kałholinie kołhale kolołhu kołhalowego. wisisz mi kucyk."
"płhóba mikłhofona. jeden. niegejny głos - coś miłego: lalala..."
3 lata temu. łał.
a wracając do teraźniejszości:
"i taką wodą być..." :)
jest jakiś pozytyw. mam dni kiedy czuję coś bardzo podobnego do tego co było kiedyś.
i ograniczam swój paniczny strach. uświadomiłam sobie, że nie boję się już niczego poza wiadomoczym.
jak neonowy szyld...
za dwa dni kończysz 21 lat. nigdy nie byłam z tobą w twoje urodziny. nigdy nic ode mnie nie dostałeś.
wyślę przynajmniej smsa. ech. jestem żałosna.
z D jest bardzo dobrze, okej i wgle.
Ja tu ginę mamo!
skomentuj (0)
2010-09-07 22:42:51 >>
kraków
D poszedł do sklepu, mam chwilkę dla siebie.
uczę się na egzamin do szkoły, który mam już w sobotę.
idzie mi trochę opornie. nauczyłam się dopiero 28 pytań od wczoraj i to nie całkowicie na blachę. zanikają mi w pamięci proste słówka, jak np. prospekt. mylą mi się komisja z komitetem, depozyt z dozorem... nie umiem wypowiedzieć słów jak np. restrukturyzacyjny...
ortografia też poszła się paść.
nie wiem co się ze mną dzieje.
mieszkanie jest mru. moja mama już nawet nie krzyczy przez telefon.
czegoś mi brak.
i obawiam się, że niestety wiem czego.
potrzebuję jakiegoś znaku. czegokolwiek, byle by mój jebany mózg odebrał fale idealnie wiedząc co ma robić!
(oczywiście bez przesad typu ciąża x))
a co z moją duszą?
rano paląc fajkę na balkonie oglądałam liście, gdy D jeszcze spał. zaczęłam myśleć, na temat mojej wiary. co ja z nią zrobiłam? gdzie ją zgubiłam?!
i jak mogłam zapodziać coś, co było dla mnie kiedyś ważniejsze od...
CO jest do diabła z moimi emocjami?!
koniec końców mieszkamy na kijowskiej :) również blisko, jednak dużo taniej i duuużo więcej miejsca!
to... dobrze. szkoda tylko, że nie ma totalnie osobnego pustego pomieszczenia z oknem, jak w mojej celce w marcu, gdzie mogłam na wierzy palić spokojnie fajki nasłuchując mszy, która odbywała się tuż podemną. było mi cudownie. i czułam obecność Boga, więc dlaczego go opuściłam?
wiem, że to nie on opuścił mnie, ale ja jego. nie zamierzam się oszukiwać jak większość "wielce skrzywdzonych przez świat" ludzi, by siebie oczyścić.
robię masę błędów w swoim życiu, jednak jestem w stanie dostrzec tylko niektóre, te, co są wręcz jaskrawe. ale jestem daltonistką nieodróżniającą barwy dobrego i złego rozwiązania. dla mnie są oba jaskrawie i jednokolorowe. może oba są właściwe?
ale pozostaje ciągle cień - które sprawi mi więcej szczęścia? co jest mi bardziej potrzebne? i czym się różni jedno od drugiego, poza kształtem? może po prostu to naczynia nadają płynnym rozwiązaniom dziwne kształty, a jest to tak naprawdę jedna i ta sama ciecz szczęścia?
uśmiechnij się.
przecież dzięki tej prostej czynności zyskałaś więcej niż mogłabyś sobie wymarzyć.
cudownych przyjaciół, gdzie jeden nie może znieść tego, że ten uśmiech może być skierowany do kogoś innego. a przecież dla każdego z osobna mam jego własny osobisty uśmiech.
przecież nie potrafiłabym się uśmiechnąć do S w ten sam sposób w jaki uśmiecham się tylko do D.
i na odwrót - uśmiech przeznaczony tylko dla S nie może powędrować do D. nie da się.
jestem taka mała...
a tu jest tak miło :)
skomentuj (0)
2010-07-29 21:52:18 >>
brak tematu - bo tak
na początek. Goćka rozeszła się już z Konradem - jakoś specjalnie mnie to nie zdziwiło.
byłam z D w jarocinie na festiwalu. bylo calkiem fajnie, ale robilam straszne cyrki przez dokuczliwy upał i nie byłam nawet w stanie nad tym zapanować. to bylo bardzo stresująco-dziwne.
byłam u lekarza, jakiś stan przedrakowy czy cuś mi wyszedł. ale to da się jeszcze wyleczyć ponoć całkiem normalnie i niekłopotliwie, szkoda, że leczenie jest drogie. zresztą wisi mi to.
zaczęłam brać cilest. narazie nie widzę, żadnych zmian u siebie, poza nerwicą. ale w sumie luźno.
no. chcę się w końcu umówić z S na jakieś piwo, pogadać na spokojnie. brakuje mi jego towarzystwa.
D znalazł już jakieś mieszkanie na ulicy pawlikowskiego bardzo blisko centrum. moja szkoła jest na dywizjonu 303. więc to daleko dość bardzo. da się przeżyć. oplaty to bedzie ok 1,3k miesiecznie. bardzo duzo. nie wiem jakim cudem mam znalezc pracę zeby splacić to wszystko, ale wierzę w siebie.
szkoda tylko, że D bierze tak pod uwagę, że chcę być fair i spłacać wszystko po równo, że będę się czuła jak jakiś balast-plecak.
ale nic.
zobaczym.
z S wstępnie umówiłam się na sobotę, ale jeśli nie wypali to niedz.
było by miło się z nim zobaczyć i pogadać.
no.
idę spać, nie chce mi się czekać na D, pewnie wróci później niż zamierzał.
amen
skomentuj (0)
2010-07-09 11:09:55 >>
?
zastanawiam się nad logiką niektórych czynów ludzi.
np. dlaczego tzw. psiapsióły gdy jedna z nich pyta czy ładnie wygląda w danej bluzce, to druga choćby jej się wały tłuszczu wylewały, a piersi całkowicie by znikały mówią "super wyglądasz!"
zawsze myślałam, że przyjaźń między dwojgiem ludzi opiera się na zaufaniu.
być może jestem jedynie niepoprawną idealistką.
ech, muszę się zbierać, żeby się nie spóźnić.
skomentuj (0)
2010-07-04 22:52:31 >>
...Ilu istnień czas jak jedna chwila zbiegł..?
umarła babcia Paulinka i dziadek Stefan, babcia w niedzielę dwa tyg temu, a dziadziuś we wtorek w dzień pogrzebu babci. babcia Tereska umarła jakieś 2 lata temu.
został nam tylko dziadek Franek.
dziwne uczucie? nie wiem. nie czuję się winna, zła, przygnębiona odnośnie tego. nie.
Goćka zeszła się z Konradem, w sumie mnie to cieszy, ale już zaczęli się kłócić o pierdoły np. o komary- ja pierdolę, kurwa.
wczoraj miałam tego wszystkiego bigos. zobaczyłam zdjęcie S i wpadłam w płacz nie do pohamowania. nie wiem sama jak powinnam to odbierać. jeszcze długo będę chyba tak reagować. a już wydawało się, ze z D będzie wszystko okej.
nie potrafię przestać kochać S...
czy można kochać dwie osoby jednocześnie?
może to tylko jakiś dziwny sentyment? to nie jest normalne!
a może jest, tylko ja jestem przewrażliwiona?
chyba chcę umrzeć.
nie wiem czy chcę jechać do krk z D, skoro ciągle mam jakąś nikłą nadzieję na S...
nie wolno mi tego robić. nie wolno. NIE WOLNO!
chciałabym o tym porozmawiać z D, podzielić się tymi myślami, ale jedyny efekt tej rozmowy to będzie taki, ze on sie zwiesi, będzie mnie chciał przytulać i zrobi mu się przykro.
cieszę się, że na niego trafiłam, jest wspaniałym facetem, ale cholera, ja potrzebuję przyjaciela. miałeś być moim ziemskim aniołem, wiesz?
osobą, która mnie zrozumie i zechce spędzić ze mną czas kiedy będę tego potrzebować. miałeś być moim oparciem. ja miałam być oparciem dla ciebie. chciałam byś był moim najlepszym przyjacielem, z którym mogłabym się dzielić swoimi wspomnieniami, którymi przecież żyję do tej pory.
pamiętam, że dziękowałam za niego Bogu w kościele, za to, że tak świetnie się z nim dogaduję, że dzięki niemu dostaję taką masę endorfin. że pomaga mi się ustabilizować po ciężkim związku z moją pierwszą prawdzią miłością, S.
chciałabym chyba znów z nim być, wrócić do tego.
paranoja! jak w dniu świra. zawsze dążymy do czegoś co jest niby lepsze, a tak naprawdę uciekamy w pogoni za lepszym życiem nawet od swojego największego szczęścia.
może i ja uciekłam od S?
a teraz chcę uciec od D, by wrócić do S.
a gdy do niego bym wrócila zapragnęłabym D.
paranoja.
zabij się najlepiej głupia kobieto pracująca. - bo pracuję. w contact point, na kampani flexi front. sprzedaję maszynki do golenia. całkiem nieźle.
ech.
życie.
skomentuj (0)
2010-05-10 16:20:04 >>
kurwamać
boję się. ZNOWU. dlaczego tak sobie nie radzę z tym wszystkim? kolejny semestr mi przepadł. Nie chcę D. Już nie chcę. Dlaczego? nie rozumiem siebie. jeszcze nie tak dawno niesamowicie się ekscytowałam tym, że na nowo zaczęłam kogoś jakoś lubić. Teraz natomiast czuję się taka brudna. Jakbym zdradzała S. Jakbym zdradzała samą siebie, do kurwy nędzy! Ja pierdolę, kurwa! A przecież należę do istot inteligentnych. Dlaczego zdradzam siebie? Bo zawsze wierzyłam, że kocha się tylko raz, reszta to marne podróbki. Bo wmówiłam sobie, że jeśli nie będę z S, to będę jak ta ostatnia sprana szmata.
Kurwa.
Poza tym męczę się już w związku. Taka... osaczona. Do tego jakbym się z nim rozstała, Elf by się bardzo zdenerwował. Prawdopodobnie by mnie olał, a przyjaźnił się z nim, nagabywając oczywiście na mnie. Nawet jeśli rozstalibyśmy się w zgodzie, to nie mam już co tam do nich iść.
Próbuję stłumić chęć odejścia poprzez pieszczoty itd.
wkurwić się można. Zaczyna mnie niesamowicie irytować. Jest wszędzie, mówi jakimś durnym tonem. Głupie słownictwo typu "chcem", "nom", "przecia" i wzrot "kochanie", ja pierdolę, kurwa!
Elf woli go ode mnie ;) bardzo swoją drogą zabawne. Do niego mógł zadzwonić, pochwalić się, że ojoj matura ojoj. do mnie cisza od jakiegoś czasu. cholera.
nienawidzę poczucia, że ktoś mi kogoś zabiera, nawet jeśli ten kradziej jest dla mnie jakkolwiek ważny...
Nie chce mi się już chyb żyć. znowu. Co ja będę robić w przyszłości?! wygląda na to, że wielkie nic. pójdę się chyba umyć i pójdę gdzieś się przejść. może pójdę do Intro, nie wiem. Za często bywam w tej knajpie. ech.
dupadupadupa...
skomentuj (0)